Wraz z liczbą użytkowników globalnej sieci rośnie także grono osób uzależnionych od tego medium. Spora część z nich to internetowi seksoholicy, których erotyzm bardzo często... w ogóle nie interesuje. O przyczynach tego nałogu i szansach na wyleczenie opowiada berliński psychiatra Werner Platz.
SZ: W 2001 r. w internecie istniało niespełna 500 tysięcy niemieckojęzycznych stron erotycznych, dzisiaj ich liczba przekracza 21 milionów. Czy jesteśmy narodem nałogowców seksualnych?
Werner Platz: Liczba uzależnionych niestety rośnie: oferta bowiem jest, można po nią sięgnąć zawsze i wszędzie. Zwłaszcza w dużych miastach istnieje problem zanikania tradycyjnych więzi społecznych. Człowiek staje się samotny – i szuka czegoś, co zastąpi mu te relacje.
Kiedy popada w uzależnienie?
Mówimy o nałogu, gdy ktoś spędza w sieci ponad pięć godzin dziennie, jeśli nie jest to konieczne na przykład w związku z jego pracą. Nie można tego jednak dokładnie zdefiniować czasowo, każdy przypadek trzeba oceniać indywidualnie. Czy dana osoba poprzez swoje zaangażowanie w internecie zaniedbuje inne zainteresowania? Potrafi się jeszcze kontrolować? Czy wyizolowała się społecznie?
Internet może stać się narkotykiem porównywalnym z heroiną?
Kryteria uzależnienia są podobne. Nałogowcy działają pod wpływem wewnętrznego przymusu. Tracą zdolność kontroli i potrzebują coraz większej dawki, aby uzyskać pożądany efekt rozładowania napięcia – na przykład przez cyberseks. W pewnym momencie myśli osoby, która popadła w internetową erotomanię, zaczynają skupiać się już tylko na ekranie monitora. Podobnie jak w przypadku narkomanów po odstawieniu narkotyków, tak i tu występują objawy abstynenckie, chociaż mają charakter bardziej umiarkowany. Ale występują coraz wcześniej, manifestując się pobudzeniem psychomotorycznym, bezsennością. Uzależnienie warunkuje mózg.
A co jest specyficznego w internetowym uzależnieniu erotycznym?
Dotknięci nim są często przeciążeni stosunkami seksualnymi w realnym życiu, a w sieci mają dostęp do innych osób, z którymi nie muszą podejmować rzeczywistego kontaktu. Jeszcze prostsze staje się to, gdy interakcje zostają ograniczone do seksu. Paradoksalnie wielu seksoholików wcale nie interesuje się seksem. Jest on tylko namiastką związku. Potrzeba bliskości, której poszukują, nie może jednak zostać zaspokojona w ten sposób. Ich aktywność internetowa ciągle się więc nasila, osiągając w końcu rozmiary rzeki występującej z brzegów, ponieważ ilość mylą oni z jakością.
Kto staje się takim maniakiem seksu?
Rozróżniamy trzy grupy osób uzależnionych: z depresją, z zaburzeniem osobowości albo z zaburzeniem preferencji seksualnych. W przypadku tych ostatnich wszystko jest możliwe – od pedofilii do fetyszyzmu – i kwalifikują się oni najczęściej do gabinetów terapeutów.
Uzależnienie da się więc zwalczyć, eliminując jego przyczyny.
Może nie obyć się to bez trudności, ponieważ depresję niełatwo jest rozpoznać z zewnątrz. A zaburzenia osobowości, które mogą stanowić podłoże uzależnienia, bywają bardzo różne. Mogą to być zaburzenia narcystyczne, pasywno-agresywne lub paranoidalne. Analiza wymaga czasu.
U wielu internetoholików znamienne jest, że padają ofiarą systemu, który wydaje się tak przejrzysty.
Ci, którzy się uzależniają, są bardzo podatni na wpływy i mają niewielką pewność siebie. Uzależnienie wiąże się także z tym, że człowiek robi pewne rzeczy nadal, choć zdaje sobie sprawę z negatywnych skutków. Ale gdy ktoś na gwałt szuka wzmocnienia swojego „ja”, nie będzie się zastanawiać – z inteligencją nie ma to nic wspólnego. Wiele z tych osób jest bardzo inteligentnych.
I mimo to płacą pięciocyfrowe rachunki telefoniczne albo przez całe lata dają się zwodzić kobietom, które w rzeczywistości nie istnieją?
Są przypadki jeszcze bardziej ekstremalne, możliwe za sprawą internetu z jego powierzchownymi kontaktami. Prowadziłem kiedyś terapię pewnego informatyka, który w czasie, gdy był bezrobotny, uzależnił się od seksu w internecie – i to przez całą dobę. Na czatach przyjął rolę wszechwładnego czarodzieja, co dawało mu możliwość manipulowania innymi. Przez całe lata komunikował się ze swoją żoną wyłącznie poprzez e-maile. Ona także była uzależniona, czyli była to wzajemna zależność. Na koniec ją zabił, ponieważ poznała innego mężczyznę. Ten przypadek pokazuje, jak dalece można utracić związek z rzeczywistością.
Jak to się leczy?
Gdy ludzie dobrowolnie proszą o pomoc, jest to już poważny krok w kierunku poprawy. Często jednak to nie wewnętrzne rozpoznanie, ale czynniki zewnętrzne zmuszają ich do stawienia czoła swojemu uzależnieniu. Leczymy właśnie pracownika policji, który jest uzależniony od pornografii dziecięcej. Zgłosił się na terapię głównie dlatego, że jego lęk przed utratą pracy był silniejszy od nałogu. Ten strach stał się siłą napędową, która mogła go uratować. Inny z kolei pacjent został przyłapany na stronach porno przez swoją żonę. Teraz jest na leczeniu, ponieważ ona chce mu pomóc. Ale do tego potrzebny jest własny wewnętrzny impuls. Człowiek musi chcieć. U podłoża każdego uzależnienia leży niedostateczna dojrzałość. Terapia opiera się na dążeniu pacjenta, by stać się jednostką dojrzałą. Ludzie powinni uczyć się działać niezależnie.
I jakie są szanse wyleczenia?
To zależy także od czasu trwania uzależnienia i od wieku. Starszego mężczyznę, który od lat jest bywalcem seks-czatów, wyleczyć trudniej.

U młodych ludzi można uzyskać wyraźną poprawę już po 20-godzinnej terapii. Na przykład z pomocą harmonogramu, który reguluje czas, na jaki wolno mu wchodzić do sieci.
To wystarcza?
Nałogowcy odbierają to jako sukces. Nie można przecież zakładać, że osoby uzależnione całkowicie zrezygnują z internetu. Byłoby to trudne już choćby z tego względu, że dostęp do owego narkotyku jest już wszędzie, nawet w miejscu pracy. Chodzi więc o obchodzenie się z siecią w sposób planowy. To jest codzienna, żmudna walka.
Werner Platz jest psychiatrą sądowym w Vivantes-Humboldt-Klinikum w Berlinie, współpracującą z poradnią seksualną kliniki uniwersyteckiej Charité. Od ośmiu lat zajmuje się uzależnieniami internetowymi i stoi na stanowisku, że seksoholizm internetowy powinien zostać zaklasyfikowany jako zaburzenie psychiczne.
Marten Rolff
|